Czym dla mnie jest bycie buddystką? To podążanie pewną drogą, którą przeszło już wielu i zostawiło mnóstwo znaków i wskazówek (Dharma)… To wspólnota z innymi w najwyższych dążeniach osiągnięcia wewnętrznej czystości, samopoznania, wyzwolenia (Sangha)… To poczucie bliskości z innymi ludźmi jakie daje praktykowanie bodhicitty. To wiedza, że jest we mnie (jak i w każdych) przebudzona natura buddy, moja prawdziwa natura (Budda).
Generalnie czuję się w tym jak ryba w wodzie, chociaż unikam pakowania w siebie treści czy też wykonywania praktyk, które nie są w obecnym etapie do niczego mi potrzebne.
Generalnie po przyjęciu schronienia zaobserwowałam zmianę: odcięło mnie od drenujących, przeszkadzających wpływów astralno-mentalnych, poczułam ulgę i zniknęły problemy energetyczne, nie muszę się już zajmować swoją energetyką i martwić spadkami czy cieszyć chwilowymi wzrostami energii. Świeci u mnie słońce czy myślę o tym czy nie, a chmurki pojawiają się tylko na krótkie chwile. Nie czuję się wcale napakowana jakąś energią, nie chcę być źle zrozumiana, po prostu mogę być sobą i rozwijać się, a wcześniej bombardowały mnie takie ilości zewnętrznych energii, myślokształtów, że gubiłam siebie w tym i lawirowałam pomiędzy górkami i dołami.
Zmienił mi się światopogląd: nie mam potrzeby bronić swojego ego, by stawiać się w korzystnym świetle, czy mieć jakieś doświadczenia (w tym oobe) czy jakieś siddhi (moce hehe) – to nie ma znaczenia. Jest – fajnie, nie ma – fajnie. Zupełnie to bez różnicy. Nasza prawdziwa natura jest …. hehe daleka od tych porywów pragnień, to wszystko się wydarza. Oczywiście nie oświeciło mnie od samego zostania buddystką hahahaha, ale jakoś obróciło mnie dookoła i inaczej patrzę
.
ja to chyba pogratuluje dobrego wyboru;)
Jeśli chciałabyś osiągnać to co osiągnął pierwszy budda, nie możesz wchodzić w „cudze buty”.
W tym wszystkim są dwa bieguny:
- pierwszy stan to to co nazywasz stanem buddy,oświecenia, nirwany. Uwolnienia od własnego ego.Do tego dochodzisz sama.
- drugi zaś jest zaprzeczeniem pierwszego, akceptacją własnego ja, swoich uczuć, przyjęciem cierpienia, które staje sie poprzez podejmowanie wyborów. Wzrastanie w tym stanie niejako nie zależy od Ciebie.
Pierwszy jest jakby ucieczką, a drugi zmaganiem.
Andi: to Twoje „buty” i nie zamierzam w nie wchodzić
:). W moich butkach nie ma dwóch biegunów
.
Mah: Dzięki!
…Masz rację.
wklejam obiecany link, gdzieś w środku jest grafik warstw świata. Cala stronka jest bombowa. A co u ciebie. Nic nie piszesz o tych buddystach:(
Muszę się wczytać w tą stronkę, ale chwilowo mam urwanie głowy…
Buddyści są specyficzni – generalnie nie zajmują się ciałkami tylko docelowo mają oczy utkwione w Dharmakai – pustce, która jest jednocześnie pełnią. Jak się spodziewałam, największy problem mam ze stroną formalną, odmawianiem tekstów po tybetańsku, wolę sobie pojechać po polsku, co raczej nie jest zgodne z praktyką innych.
Ogólnie rzecz biorąc buddyzm jest bardzo rozległy, ma tysiące praktyk, tomów tekstów itp. Przydałby się przewodnik po tym świecie, ale na razie mam to, na co trafię, może jak pojawi się Tenga Rinpocze to mi pomoże coś dostosować do siebie…
Tez bym się chętnie wciągnął w buddystów, i zobaczy jak opracowali wszystko do kupy.Mozna sobie wtedy coś porównać. Sam człowiek nie uciągnie wszystkiego nawet ze Stachem:)
Możesz poczytać książki buddyjskie, nie musisz zostawać zaraz buddystą
:).