Mały krok naprzód

Ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu, żeby coś napisać, dlatego piszę z opóźnieniem.

Jakiś czas temu miałam sen, w którym spotkałam pewną kobietę. Podświadomie bardzo się jej bałam, wydawało mi się, że chce mnie zabić, bo emanowała niszczącą mocą. Jednak, zamiast mnie zabić ;) pomogła mi – usunęła mi blokady wewnętrzne tak po prostu :) . Popłynęła energia, uruchomiona zablokowana energia – chciałam płakać z ogromnej życiowej ulgi i żalu nad straconymi chwilami życia, w których nie mogłam w pełni wyrażać się. Dalej z powodu naporu energii wszystko zaczęło rozpadać się na cząstki, wszystko postrzegałam jako cząstki energii/materii – co dawało ciekawe efekty przy ruchu :) :). Po obudzeniu okazało się, że skutek utrzymał się i blokada rzeczywiście zniknęła, co widać/ czuć w życiu na codzień.

Jakiś czas później zwróciłam się do niej z prośbą o pomoc, ogólną pomoc. Jeszcze tej samej nocy miałam OBE, w którym mogłam znaleść się w miejscach, w których chciałam, które mogłyby mi jakoś pomóc, poprawić nastrój, pomóc w odpoczynku (wybrałam bezludną wyspę a potem nurkowanie w oceanie). Podczas tych doświadczeń zrozumiałam, doświadczyłam tego, że zewnętrzne miejsca, okoliczności nie mogą mi w niczym pomóc, nie mają żadnego wpływu, świadomość mimo różnych zewnętrznych doświadczeń była niezmienna, na głębszym poziomie wszystko było tym samym. Gdy to zrozumiałam pojawił się przede mną obraz medytującej osoby pod kierunkiem duchowego nauczyciela jako wskazówka, porada na przyszłość… Piękna lekcja.

Potem zaczęłam doświadczać częściej i dłużej przejrzystej świadomości, ale każde utożsamianie się z pragnieniem/ lgnięcie-odpychanie /sztuczne ego zaciemniało ją. Jako, że jeszcze dużo tego we mnie, to dużo było tego zaciemnienia (szczególnie ostatnio). Jednak generalnie wszystko stało się prostsze, a mechanizmy zaciemnienia wewnętrznego bardziej przejrzyste.

Ostatnio, zainspirowana wpisem Herbinki postanowiłam rzucić przed snem w przestrzeń prośbę o kontakt z większą świadomością. Przyśniło mi się, że dostrajam się do wspólnego poziomu świadomościu i z tej pozycji znajduję się w przedmiotach nieożywionych. We śnie były to ciężkie betonowe bloki. Odpowiednia intencja ruchu sporawiała, że bloki przewracały się niejako same z siebie. Ach, szkoda, że to był tylko sen…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Poza ciałem, Refleksje, Sny, świadomość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Mały krok naprzód

  1. Herbina pisze:

    Zobaczylas swoja prawdziwy potencjal i moc :)

  2. Conchita pisze:

    Kochana Herbinko, zbieram się powoli aby napisać do Ciebie…

  3. Herbina pisze:

    Wiem i czekam:)
    Wszystkiego, co najlepsze Tobie i Wam zycze :)

  4. man pisze:

    Conchita, cytat:
    „Potem zaczęłam doświadczać częściej i dłużej przejrzystej świadomości, ale każde utożsamianie się z pragnieniem/ lgnięcie-odpychanie /sztuczne ego zaciemniało ją. Jako, że jeszcze dużo tego we mnie, to dużo było tego zaciemnienia (szczególnie ostatnio). Jednak generalnie wszystko stało się prostsze, a mechanizmy zaciemnienia wewnętrznego bardziej przejrzyste.”
    Chyba nie da się tak to końca, absolutnie pozbyć Ego…Ale można nad nim panować, mając w pamięci, że przecież nirwana i samsara to dwie strony tego samego medalu;)
    Wcześniej wydawało mi się, że wystarczy „nie myśleć”, aby wejść w wewnętrzną ciszę. Dziś wiem, że „czysty umysł” to coś więcej…Nie myślenie, odsłania wnętrze i tkwiące w nim mentalne i emocjonalne wzorce, czyniące hałas bez słów. I tu zaczyna się chyba najtrudniejsza robota…;)
    Z drugiej strony to wręcz zabawne obserwować jak zewnętrzne wpływy, które wcześniej wywoływały emocjonalne interakcje, odbijają się i ześlizgują niczym groty strzał, po powierzchni tytanowej zbroi czystego umysłu.:)

  5. Conchita pisze:

    No wiesz, ego w zasadzie już nie istnieje i nie trzeba się niczego pozbywać. To po prostu jakiś myślokształt. Na tym zbudowana jest cała samsara – na przekonaniach, wierzeniach, utożsamianiu się. To „nirwana” tylko zaciemniona i pomieszana.

    To za proste, by samo „niemyślenie” wystarczyło. W tej konkurencji zwyciężyłby stół ;) (przedmioty nieożywione) i generalnie zwierzęta lub ludzie z zaburzeniami umysłowymi…. ;)
    Trzeba właśnie wykonać pewną wewnętrzną robotę, by odsłonić to, co było w nas od zawsze (stąd pewność że to jest właśnie to: gdy nie jest jakimś sztucznie wytworzonym stanem umysłu).
    Ja bym raczej powiedziała: zabawnie obserwować jak zewnętrzne wpływy przelatują i zanikają naturalnie, gdyż nie ma nic do czego mogą się przyczepić. Nie ma potrzeby bronić się, budować czegokolwiek, pojawia się za to przestrzeń wewnętrzna, w której rzeczy wydarzają się i zanikają. W moim konkretnym przypadku pojawiło się uczucie niezwiązanego z niczym szczęścia – radości, być może jako efekt ulgi. Przestaje się wartościować zdarzenia, chwile, spotkanych ludzi, być może dlatego że zanika „chcenie” , bo ta chwila właśnie jest maksymalna i zawiera cały potencjał, teraz to się rozgrywa – ten cały ruch, świadomość, życie… A co najlepsze – pojawia się to samo.

    No właśnie ostatnio znów samsarrra :) i coś z tym pojawianiem się to nie teges :) .

    Zobrazuję to tak: masz całą świadomość, ale jakieś spektrum mała wiązka wywołuje silne wrażenia (emocje, doznania), więc rezygnujesz z całości i patrzysz tylko na ten kawałek. To sprawia, że dostrajasz się do niego, jakby nic więcej nie było, przez co całość jest w nieświadomości a zmysły wypełnione są tym kawałkiem spektrum. W związku z tym, że powstało ciało i istnieje pamięć świadomość zidentyfikowała się z tą cząstką i inne części postrzega jako zewnętrzne (przyciąganie – odpychanie itp.). I już mamy ego – czy istnieje? Nie! Ale jest doświadczane jakby istniało…

  6. man pisze:

    Co do Ego, to na codzień słyszę podszepty tego przemyślnego łotra ;) Niemniej po medytacji, gdy zaglądam w głąb i wołam: „Hello baby!”, nie znajduję nic prócz pustki… ;) Taki widać z niego twardy gość… ;) Masz rację Conchito, Ego to mit (który tworzymy na własny użytek i chwałę…).
    Poprzednio napisałem o „panowaniu nad Ego”. Niezbyt precyzyjnie dobrałem słowa. Jakakolwiek próba panowania nad nim, rodzi kolejne (alter)Ego które chce panować nad Ego, po to by coś osiągnąć. Tego rodzaju sprzężenie zwrotne rodzi chorobę zwaną (w pewnych dobrze poinformowanych kręgach) chorobą zen.;)
    Nic nie jest osiągane, lecz przychodzi bezwysiłkowo, wystarczy puścić.
    To samo dotyczy chyba wszelkich wewnętrznych uwarunkowań: stłumionych emocji, traumatycznych doświadczeń, lęków od których chcemy się uwolnić etc…Akceptacja-puszczanie.
    Mowi się nawet, że jeśli takowe przeszkody nie pojawiają się, to praktyka nie jest dobrze wykonywana. Zatem gdy się w końcu pojawią, nie powinny stać się przedmiotem szczególnego zmartwienia…;)
    Nie ma nic do osiągnięcia, więc nie da się tam wejść umysłem. Dlatego tak bardzo podobają mi się proste słowa, które często powtarzał Roshi Sawaki: ” Nie czepiaj się niczego”. W skrócie to właśnie meritum.;)

  7. Conchita pisze:

    Nie słyszałam wcześniej o „chorobie zen” – fajne :) .
    Dzięki, że napisałeś o tych przeszkodach, było to pomocne, bo akurat pojawiły się i akceptacja sprawiła, że się rozpłynęły. Zauważyłam w sobie tendencję lgnięcia do tych fajnych stanów świadomości, a to blokuje naturalność wydarzania się i kończy się ogłupieniem. Ale jak już to zauważyłam to będę puszczać…

    Doskonały tekst Dilgo Kjentse Rinpocze trafił właśnie do mnie w podobnym tonie wypowiedzi co cytowany przez ciebie Roshi Sawaki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>